Teraźniejsza Prawda nr 440 – 1995 – str. 35
poświęcili się i zostali przez Niego przyjęci za uczniów. Lecz Ojciec nikogo nie mógł przyjąć za synów, dopóki nie umarł Jezus. Po drugie, Ojciec nie mógł uznać żadnej ludzkiej istoty za swoje dziecko i udzielić jej pełnego odpuszczenia grzechów, pełnego pojednania i przyjęcia do Jego rodziny, dopóki Jezus jako wielki najwyższy kapłan nie tylko nie umarł, lecz także nie wstąpił do nieba i nie złożył (uczynił dostępną) zasługi swojej śmierci za nich.
Tak więc o Apostołach czytamy, że przed śmiercią Chrystusa „jeszcze nie był dany Duch Święty, przeto że jeszcze Jezus nie był uwielbiony” (Jan 7:39). Od czasu, gdy Adam (pierwszy z synów) zgrzeszył, nie było przed przyjściem Jezusa, jako Syna Bożego, żadnych uznanych przez Boga ludzkich synów Bożych. Żydzi nie byli synami, lecz raczej członkami domu sług, jak czytamy: „A byłci Mojżesz wierny we wszystkim domu jego jako sługa na świadectwo tego, co potem miało być mówione. Ale Chrystus jako syn nad domem swoim panuje, którego domem my jesteśmy” (Żyd. 3:5, 6). Pięćdziesiątnicowe błogosławieństwo było więc początkiem uznawania naśladowców Jezusa za synów Bożych i dziedziców Boskich obietnic.
Oto kolejny powód zewnętrznych manifestacji Ducha Świętego w dniu Pięćdziesiątnicy. Wtedy Pan udzielił darów Apostołom, a przez nich pozostałej części Kościoła. Dary te przejawiały się w zdolności mówienia różnymi językami oraz mocy czynienia cudów – leczenia chorych itp. Widocznie dary te były potrzebne dla ustanowienia Kościoła, lecz udzielanie ich wszystkich musiało ustać, gdy zasnęli w śmierci Apostołowie (przez nich tylko były one udzielane innym).
Chociaż Bóg dalej nie udzielał darów Kościołowi, obiecał jednak coś jeszcze lepszego – tzn. owoce Ducha. Owoce są cenniejsze niż dary, ponieważ reprezentują one charakter, a nie tylko władze (1Kor. 12:31; roz. 13). Owocami Ducha są cichość, łagodność, cierpliwość, nieskwapliwość, braterska uprzejmość, miłość; są one dowodem, że osoba posiadająca je stała się naśladowcą Chrystusa i została oświecona Duchem Świętym. Chociaż bardzo się radujemy z tego, że Apostołowie mieli dary, a później rozwinęli owoce, cieszymy się, że obecnie mamy owoce Ducha.
OBECNI ROZUMIELI NIEZNANE JĘZYKI
Jeden z darów Ducha był od razu widoczny u jednego z Apostołów – zdolność mówienia obcymi językami. Wszyscy oni byli Galilejczykami, a więc znali tylko jeden dialekt. Przekaz podaje jednak, że pod wpływem Boskiej mocy Ducha Św. mówili różnymi językami, tak że ludzie z krajów, w których mówiono tymi językami dokładnie wszystko rozumieli i dziwili się, mówiąc: „Izali oto ci wszyscy, którzy mówią, nie są Galilejczycy? A jakoż my od nich słyszymy każdy z nas swój własny język” (Dz.Ap. 2:7, 8).
Nie sądzimy, że cud dotyczył słyszenia, bo dotyczył mówienia. To nie było tak, że mówił jeden Apostoł, a wszyscy ludzie z różnych krain słyszeli tę mowę tak, jak gdyby była ona w ich własnym języku, lecz raczej, że Apostołowie mówili, każdy innym językiem, a mogli być docenieni tylko przez ludzi, którzy rozumieli dany język. Z pewnością był to cud, który spowodował zamierzony skutek. Był on nie tylko przekonywującą mocą i przeżyciem dla samych Apostołów oraz innych wierzących tamtych dni, lecz stał się także świadectwem dla świętych Żydów ze wszystkich narodów świata zgromadzonych w Jeruzalem.
Takie coroczne zgromadzanie się w Jeruzalem bezpośrednio nakazał Pan przez Mojżesza i było przestrzegane przez wszystkich Żydów, którzy pozostali wierni Bogu i Jego Słowu. Jeśli przenieśli się do innych krajów i mieszkali tam z różnych powodów, to i tak regularnie przybywali co roku do Jeruzalem, aby uczcić Pana. To właśnie ci pobożni ludzie zostali szczególnie ubłogosławieni w dniu Pięćdziesiątnicy. Chociaż niektórzy z nich próbowali wyjaśnić to zjawisko mówiąc, że pewnie Apostołowie wypili za dużo soku winogronowego – młodego wina – większość z tych, którzy to słyszeli, najwyraźniej była oburzona taką interpretacją i tym chętniej słuchała tego, co mówili Apostołowie; po chwili uświadomili sobie, że wszyscy oni mówili o tym samym wspaniałym posłannictwie Boskiej miłości, choć mówili o tym różnymi językami, tak by mogli zrozumieć to wszyscy obecni.
DUCH ŚWIĘTY
W NIESPŁODZONYCH POŚWIĘCONYCH
Omówimy obecnie Ducha świętego u poświęconych, lecz nie spłodzonych.
Starożytni Godni są w Biblii potraktowani bardziej szczegółowo. Z reguły wyrażenie „Duch Święty” i jego odpowiedniki stosowane wobec nich mają znaczenie mocy. Tak było z Duchem świętym udzielonym Otonijelowi (Sędz. 3:10), Gedeonowi (6:34), Jeftemu (11:29), Samsonowi (Sędz.13:25; 14:6, 19; 15:14), Saulowi (1Sam. 10:6, 10; 11:6), Dawidowi (16:13) itd.
Duch był dany także Besaleelowi, Acholijabowi i ich współpracownikom w tym samym znaczeniu mocy, aby wiedzieli co i jak wykonać, oraz zdolności do wykonania pracy, jaką Pan im wyznaczył w związku z przybytkiem i jego sprzętami (2Moj. 31:3–6; 35:30–36:4). W podobnym znaczeniu Duch został udzielony 70 starszym (4Moj. 11:17, 25–29) oraz towarzyszył Balaamowi (24:2) i Jozuemu (27:18; 5Moj. 34:9).
Duch, jako Boska moc zstępująca na nich, dał im zdolność poznania i wykonania tego, co Bóg chciał, aby oni zrobili – w ten sposób upoważnił ich do wykonania pracy powierzonej im przez Boga. Duch ten nie był jednak Duchem spłodzenia, tym bardziej nie był Duchem pomazania, jakiego otrzymali Jezus i Kościoł w wieku Ewangelii. Ponieważ w tym znaczeniu słowa żaden z upadłych potomków Adama nie mógł otrzymać go dopóki uwielbiony Jezus nie przedstawił swej pojednawczej zasługi i nie otrzymał mocy wylani